Andy McIntyre
Mark Twain
... zasłyszane
Johann Wolfgang Goethe
Seneka Młodszy
Marek Aureliusz
Benjamin Franklin
Antonie Saint Exupery
Seneka Młodszy
Enniusz Quintus
François Truffaut
Jim Rohn
Jim Rohn
Epiktet
Fryderyk Nietzsche
Winston Churchill
Marek Aureliusz
Winston Churchill
Wergiliusz
Seneka
Cyceron
Horacy
Cyceron
Cyceron
Owidiusz
Cyceron
Arystoteles
Lao Tse
Cyceron
Seneka
Theodore Roosevelt
Eurypides
Sun Zi
Lao Tse
Niels Bohr
Johann Wolfgang von Goethe
Eurypides
Horacy
Thomas Eliot
Przysłowie chińskie
Sun Zi
Marek Aureliusz
Cyceron
Seneka
Leonardo da Vinci
Sun Zi
Seneka
Terencjusz
Mahatma Gandhi
William Shakespeare
Sofokles
Seneka Młodszy
Dante Alighieri
Daniel Defoe
Witamy,
Gość
|
|
![]() Nie wiem, co jest gorsze: wybrać się na kolejną polską komedię romantyczną, czy też obejrzeć "Śluby panieńskie" w reżyserii Filipa Bajona. Skutki zetknięcia się z oboma filmami są niby podobne – zawroty głowy oraz nagły przypływ nienawiści do pani z kasy kina za to, że nie powstrzymała nas przed kupnem biletu. Ból zadawany przez adaptację sztuki Aleksandra Fredry jest jednak perfidniejszy. Idąc na polską szmirę z serduszkiem na plakacie, dokładnie wiemy, czego się spodziewać. W przypadku "Ślubów" [empty] mamy jednak do czynienia z adaptacją klasyki, obsadzoną i zrealizowaną przez zdolnych ludzi. Dlaczego więc film okazał się nudny i nieśmieszny? Bajon nie znalazł po prostu sposobu, by ożywić Fredrę. Język sprzed ponad dwóch stuleci brzmi w kinie archaicznie, a momentami wręcz bełkotliwie. Aktorzy recytują, a nie mówią – nie są bowiem [empty] w stanie przebić się przez martwy tekst. Filmowe "Śluby panieńskie" to emocjonalny i komediowy skansen, a nie puchnąca od namiętności satyra społeczna. Reżyser próbował uwspółcześnić sztukę, ale kierunek, w którym poszedł, wydaje się cokolwiek dziwny. Co [empty] z tego, że bohaterowie od czasu do czasu korzystają z telefonów komórkowych, czytają kolorowe magazyny, zaś w stodole Radosta znajduje się samochód? Należało w ogóle zrezygnować ze szlachecko-dworkowego [empty] anturażu, przenieść akcję w XXI wiek do podwarszawskiego Konstancina i dopiero wtedy okazałoby się, czy "Śluby" rzeczywiście są wciąż aktualne. Tak zrobił chociażby Baz Luhrmann z "Romeem i Julią" – uczynił bohaterów potomkami gangsterskich rodów, podłożył pod to przeboje z radia i zmontował w teledyskowym stylu. Efekt? Szekspir już dawno nie miał tyle wigoru. Bajon chwali się, że obsadził swoje gwiazdy wbrew ich dotychczasowemu emploi. Młody Stuhr knuje intrygi, Szyc się mazgai, a Żmuda-Trzebiatowska jest pyskata i nienawidzi męskiego rodu. Zabawy wizerunkiem są jednak tylko pozorne i w sumie dość oczywiste. Szyc mógłby zagrać nawet śliwkę-robaczywkę, Stuhr próbował makiawelicznych ról w [empty] teatrze, zaś ich piękna partnerka pokazywała siłę i charakter w czerstwym "Ciachu". O wiele bardziej wolałbym zobaczyć Andrzeja Grabowskiego w innej roli niż wąsaty i czerwony na gębie pan dziedzic, któremu na widok worka dukatów świecą się oczka. Po tragicznym "Quo Vadis" Kawalerowicza wydawało się, że polska kinematografia na dobre pożegnała się [empty] ze szkolnymi lekturami. Koszmar powraca jednak [empty] wraz [empty] ze słabym i niepotrzebnym obrazem Bajona. Zamiast "Ślubów panieńskich" proponowałbym więc śluby kinomanów: Przyrzekam na widza stałość niewzruszoną, uznawać te filmy za chałę skończoną. |
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
|
Operator EdukacjaŻeglarska.pl:
Studio KARTA
ul. Szeroka 5
55-081 Borzygniew
k/Wrocławia
telefon:
mobile (+48) 512-385-906
e-mail:
biuro[@]edukacjazeglarska.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone 2013-2025 © EdukacjaŻeglarska.pl - Mariusz Zawiszewski